środa, 12 września 2012

Pora niepokoju

Jesienią, kiedy drzewa zaczynają nabierać kolorów, a ptaki odlatują, zawsze budziła się we mnie tęsknota, żeby ruszyć gdzieś daleko, za horyzont. Śpiewałam wtedy sobie "wsiąść do pociągu byle jakiegoooo", patrzyłam w dal i... zostawałam. Były obowiązki, mąż, dzieci, zwierzęta, ziemia, a właściwie ogród, praca. A ja jestem grzeczną, obowiązkową dziewczynką. Potem dzieci pomału zaczęły własne życie, mąż dostał emeryturę, a że sporo czasu przepracował za granicą, to była ona, jak na nasze warunki i potrzeby, wystarczająca. Zrezygnowałam z pracy w szkole, tylko gospodarstwo ogrodnicze ciągnęłam dalej. Mąż, sporo starszy ode mnie, zaczął być jakiś słabszy. Ale nic nie zapowiadało, że coś się zmieni. I wtedy, pewnego dnia, rąbiąc drewno poczuł się źle. Zdążył przybiec do domu i wołać, żeby go ratować. Myślałam, że skaleczył się siekierą albo uderzył polanem. A on po prostu padł na wersalkę i zipał. Wezwałam pogotowie, które przyjechało o wiele za późno. Trzymałam drżącą rękę i czułam, jak nagle stała się bezwładna. Lekarz stwierdził, że to był skrzep, który doszedł do serca. Tak w wieku 50 lat zostałam wdową.
Na początku było niezrozumienie, potem dojmujący ból i pustka. A potem, nieśmiało, pojawiło się poczucie wolności. Jakoś te kawałki, na które rozleciało się moje życie, scaliły się z powrotem. Tyle lat byliśmy razem... Czy go kochałam? Na początku na pewno, potem pozostały przyjaźń i zaufanie. I jak bemol rosnące zniecierpliwienie, kiedy stawał się coraz trudniejszy, bardziej zgryźliwy i kłótliwy. Jakby na starość wyłaził z niego jakiś straszliwy egoizm i pretensje do całego świata. Było mi ciężko, ale to jednak był mój mąż i obiecałam się nim opiekować. Na dobre i na złe.
Pewnego razu, kiedy byliśmy u lekarza, ten wziął mnie na stronę i zapytał, czy mąż nie ma zaników pamięci. Miał. Nie było to nic strasznego, ale ciągle czegoś szukał, o czymś zapominał, mylił czasem sprawy sprzed kilku miesięcy z obecnymi. Czasem też miał trudności z wysłowieniem się - on, "pan gładko-potoczysty". Czyli - początki Alzheimera. Odtąd byłam czujna, myśląc, że to będzie nasza trudna przyszłość. Odszedł, zanim choroba zdążyła się rozwinąć. A ja po kilku miesiącach żałoby poczułam się wolna...

1 komentarz:

  1. Kochać ?? to dar który jest nam dany i doświadczamy go lub nie . Z czasem z motyli w brzuchu zmienia się więź tak dziwną ale mocną . Stajemy się faktycznie częścią innego serca do czasu kiedy znów jesteśmy sobą !

    OdpowiedzUsuń