niedziela, 16 września 2012

Przed wylotem

Po śmierci męża odkryłam, że mam pieniądze. Wiedziałam, że odkładał coś tam każdego miesiąca na jakieś specjalne ubezpieczenie, ale jako osoba cierpiąca na wstręt do wszelkich papierków, zbytnio w to nie wnikałam. Powtarzał tylko, że będziemy mieć na czarną godzinę... Spodziewałam się kilku tysiący, a okazało się, że jest tego więcej. Dużo więcej. Kiedy pomyślałam o wszystkich dniach, kiedy ledwie wiązałam koniec z końcem, kiedy brakowało na opłaty za prąd, na szkołę dla dzieci, na naprawę samochodu, to prawie szlag mnie trafił. Ale teraz byłam bogata.
A poczucie wolności rosło we mnie i popychało do rzeczy, o jakich wcześniej bym tylko myślała. Kilka lat wcześniej dostałam niewielki spadek po rodzicach. Po cichu kupiłam kawałe ziemi w Puszczy, na skraju Suwalszczyzny. Kiedy mąż się o tym dowiedział, zrobił piekło, ale sprawa już była zamknięta.
Nie wiem, co mnie tak urzekło w tym kawałeczku lasu i śródleśnej łące zarośniętej krzaczorami z resztkami fundamentów gajówki spalonej jeszcze w wojnę. Wiem tylko, że nie mogłam się stamtąd ruszyć. Kiedy mi było ciężko, wystarczyło tylko zamknąć oczy i przenieść się tam.
Wówczas kosztowało to jakieś śmieszne grosze, kilkanaście tysięcy za prawie trzy hektary. Obecnie warte jest o wiele więcej, ale dla mnie od początku było bezcenne. Moje własne miejsce, mój tajemniczy zakątek z dala od wszystkiego i wszystkich ludzi. Odwiedzałam go rzadko, ale był. Wtedy tyle mi wystarczyło. Teraz zapragnęłam tam przenieść się na stałe.
Dom i gospodarstwo przekazałam dzieciom, a właściwie córce Danusi i jej chłopakowi. Od dawna by już przyjechali do domu, gdyby nie wieczne napięcia między nimi, a moim mężem. Kochali się z córką, ale zawsze były konflikty. Nigdy mu nie odpowiadało, kim jest, ani co robi. Ona też nie mogła znieść jego despotycznych zapędów.
Wyrwłla się do liceum, potem na studia. Przyjeżdżała z radością i wyjeżdżała z ulgą. A teraz ze swoim chłopakiem utrzymywali się z dorywczych prac, bo na stałe nie było zatrudnienia, więc choć kilka lat temu nie chciała słyszeć o powrocie na wieś, teraz było to dla nich zbawieniem. Duży, ciepły dom, gospodarstwo szkółkarskie, możliwości założenia dowolnej hodowli albo działalności. Arek ma smykałkę do pracy w drewnie, może będzie coś dłubał?
Załatwiłam pozwolenie na budowę, z racji istnienia fundamentów było dość proste. Najgorzej było z obejściem sprawy mediów, bo na działce nie ma prądu. Ale i to dało się obejść. Kupiłam stary drewniany dom, taki maleńki, dwuizbowy. Znajomy cieśla rozebrał go na kawałki i przewieźliśmy go traktorami na moją działkę. Prowadzi do niej zarośnięty dukt, a właściwie ślad po dukcie. Ale daliśmy radę. Spróchniałe belki zostały wymienione (tak po cichu mówiąc, prawie cały domeczek jest nowy, ze starego zostało kilka belek i drzwi, w których jestem zakochana). Wykopaliśmy też studnię, a Leszk, mój syn, zamontował mi taką sprytną ręczną pompę, że mogę w domu pompować do zbiornika na strychu. Postawiliśmy kaflową kuchnię z piecem, który grzeje też wodę. Oraz szopkę na kurnik i różne sprzęty z wiatą na drewno.
I oto powód pisania tego pamiętnika - jutro wyprowadzam się. Odlatuję na swoje i za nic mam te cmokania i wydziwiania, że jak to - bez prądu, bez drogi, bez ludzi, bez samochodu, sama jedna. A ja wybrałam wolność. Oczywiście, jeśli któreś z dzieci będzie mnie potrzebować, to się stawię na wezwanie, ale wygląda, że oni świetnie sobie radzą beze mnie.
To już jutro! Prawie pękam z podniecenia. Spać na pewno nie będę, pożegnam się z tymi wszystkimi latami, z domem, który przecież kocham, z ogrodem, ze zwierzakami. Przejdę się pod księżycem. A jutro zaczynam od nowa!

1 komentarz:

  1. Nasze życie jest pasmem wielkich niespodzianek ,które z łez przeradza się w możliwość spełnienia największego swojego marzenia.Marzenia które niesie ze sobą porywy serca i spokój duszy swojej .

    OdpowiedzUsuń