czwartek, 25 października 2012

PRZEŁOM JESIENI

     Moja ukochana pora, złocista, łagodna jesień kończy się. Przychodzi jej siostra, późna jesień, pełna mgieł i chłodów nocnych, deszczów i szarugi. Czuję się coraz bardziej senna i ociężała. co jest bardzo dziwne, bo mam wrażenie, że sporo straciłam na wadze. Muszę zwężać spodnie i dawać nowe gumki do dresów i spódnicy. Nie dziwi mnie natomiast senność. Odkąd zamieszkaliśmy na wsi i zaczęliśmy żyć zgodnie z porami roku, zauważyłam też cykliczność naszych nastrojów. Jesienią człowiek zapada w hibernację, tyje trochę, staje się bardziej refleksyjny i ospały. Zimą, jeśli jest śnieg i słońce z mrozem,  energia odradza się w ciągu dnia, by opaść z zachodem słońca.  Na przedwiośniu czujemy się wrażliwi, jakbyśmy zmieniali starą skórę i ręce nas świerzbią, by już siać, sadzić i działać, ale ciągle jestesmy słabi, jak świeża trawka. Wiosną i latem dostajemy super napędu, nie potrzeba nam wiele snu i chcemy chwytać każdą chwilę dnia i nocy, bo tyle się dzieje w naturze, że trudno za tym nadążyć. W upały znowu zwalniamy, żeby odrodzić się z początkiem jesieni (tak w sierpniu). I cały cykl powtarza się na nowo.
     Warzywa są już zebrane i zabezpieczone w piwniczce. Mam trzy worki kartofli, posegregowanych według wielkości (duże, średnie i małe), worek marchwi, sporo selerów, pietruszki, pasternaku i porów. Niewielką torbę orzechów laskowych wydartych wiewiórkom, kapuste kiszoną i kilka główek w piwnicy. Natkę pietruszki, lubczyka i selera poszatkowałam i wymieszałam z sola, mam tego kilka słoików. Tudzież 20 słoików przecieru pomidorowego, 30 słoików sosu bolońskiego (cebula, pomidor, papryka, czuszka, czosnek), 10 słoików pasty z papryki, 30 słoików sałatek z ogórków, kalafiorów, marchwi, cebuli i innych, oraz aż 50 słoików grzybów! Po kilka słoików konfitur, ale te raczej przywiozłam ze sobą. Tutaj zrobiłam głównie przecier jabłkowy bez cukru oraz gruszki w syropie, 3 słoiki czerwonych jagód borówek z gruszkami, 6 słoików żurawiny z antonówką i 6 słoików dzikich konfitur, czyli dzika róża zmieszana z berberysem, kaliną i innymi dzikim owocami, niestety, tylko 3 słoiki marmoladki z czarnych jagód (bardzo ją lubię, ale przybyłam tu za późno).
    Lulu towarzyszy mi wszędzie jak cień. Przyzwyczaiłam się do tego, jak do części samej siebie. Odruchowo nie zamykam drzwi, zanim nie sprawdzę, czy ona już nie weszła. Psinka jest wyjątkowo inteligentna. Zauważyłam, że ma trudności z wejściem po schodach na ganek, więc przytargałam z szopy deskę pozostałą z budowy i zbudowałam pochylnię. Pokazałam jej dosłownie dwa razy, jak wejść po desce i odtąd używa jej za każdym razem. W moim życiu było wiele psów, ale żaden nie uczył się tak szybko.

1 komentarz:

  1. Bo tak jak Ty szybko nauczyłaś się tej ziemi tak Lulu życia razem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń